Hotel Anders
przyjazd
23
maj 2019
wyjazd
24
maj 2019
Kup voucher
Hotel Anders
Legenda o Jeziorze Szeląg Mały

Legenda o Jeziorze Szeląg Mały

22.10.2015

Dlaczego Jezioro Szeląg ma taką a nie inną nazwę i co ma z tym wspólnego Stary Sum? Mamy na to wyjaśnienie. Posłuchajcie naszej opowieści. 

Fragment książki "Legendy i opowieści z ziemi ostródzkiej", wydanej przez Ostródzkie Stowarzyszenie Kulturowe "Sasinia".

"Cóż to takiego? Mamy Szeląg Wielki i Szeląg Mały, dwa piękne jeziora z obu stron torów kolejowych tuż przy Starych Jabłonkach. Ale jest również złoty szeląg, czyli bardzo stara, a przez to rzadka i cenna moneta, którą aby zdobyć, zwykły człowiek musiał kiedyś długo i ciężko pracować. Jakąż wartość miał więc ów złoty szeląg! Jego właściciel cenił go niczym skarb, bowiem pieniądz ten miał też taką właściwość, że zapewniał szczęście oraz zdrowie temu, kto umiał rzetelnie się natrudzić.

Właśnie taki złoty szeląg posiadał młody, pracowity rybak Franz zamieszkały w Zwierzewie. Otrzymał go od swego ojca, a ten z kolei jako najdroższą pamiątkę od matki. Ona zaś dostała tę złotą monetę jako prezent przedślubny od swego przyszłego męża. Wtedy był on strzelcem przybocznym u pewnego wielkiego pana w zamku ostródzkim i służąc mu przez wiele lat przewędrował wiele dalekich krain. Gdy obaj wrócili z dalekich podróży, strzelec otrzymał od władcy za wierną służbę, w trudach i niebezpieczeństwach tę właśnie złotą monetę, ów szeląg na pamiątkę wraz z takimi słowami przy pożegnaniu: – Pilnuj go jak oka w głowie. Jeśli zgubisz przez niedbalstwo lub brak rozwagi, nabawisz się kłopotów i zmartwień.  Słowa rycerza sprawdziły się po wielu latach... 

Rodzice Franza byli już starzy. Ojciec nie miał siły do pracy na łodzi, bolały go ręce, łupało w kościach jak każdego rybaka. Nalegał więc, aby Franz wziął sobie żonę i przejął całą gospodarkę. Byłoby to doskonałe wsparcie w ciężkim zawodzie rybaka, gdyby domem zajęła się pracowita, młoda kobieta. Oczywiście było w Zwierzewie dość dziewcząt, które chętnie wyszłyby za Franza, ale co z tego; on swoje serce ofiarował córce rybaka ze wsi Kątno. A Kątno leżało i leży dokładnie po drugiej stronie jeziora, naprzeciwko Zwierzewa. Obie rodziny znały się dobrze, pomagano sobie często w czasie niebezpiecznych nocnych połowów. Nie było między nimi zazdrości ani o bogatszy zaciąg ani o korzystniej sprzedany towar na rynku w Ostródzie. A przecież nie wszyscy rybacy mają takie cechy charakteru, szczególnie młodzi z konkurujących ze sobą wiosek.

Franz i jego ukochana nie zwracali uwagi na te różne zawiści. Po pracy spotykali się na środku jeziora. Przecież od jednego lesistego brzegu do drugiego (a wtedy całe jezioro otaczały gęste lasy sosnowe, jodłowe i dębowe) wystarczyło tylko 500 mocnych pociągnięć wioseł i już byłeś w Kątnie lub w Zwierzewie. Prawda, że tu gdzie młodzi spotykali się, jezioro było najszersze, ale jak przyjemnie płynąć po błyszczących taflach wody, a potem pozwolić, by łódź unosiły fale wzdłuż lub wszerz jeziora.

Tym razem młodzi mieli spotkać się nocą, jak zawsze na środku jeziora. A była to noc szczególna, noc świętojańska. Właśnie w tę noc Franz postanowił oświadczyć się dziewczynie i swoje oświadczyny przypieczętować bezcennym darem. Noc była ciemna. Młoda para zajęta tylko sobą nie zwracała uwagi, co się dzieje na jeziorze. Rozmawiali o swojej przyszłości i nie słyszeli, jak trzecia łódź, umajona, a raczej zamaskowana zielenią, cichutko podpłynęła do nich. W łodzi ukryło się kilku kawalerów, którzy młodej parze chcieli urządzić kocią muzykę, czyli zaskoczyć wrzaskiem i hałasem na potwornych „instrumentach” zrobionych z krowich rogów. To miał być taki kawalerski figiel...

Młoda para na pewno przeżywała głęboko tę ważną chwilę, bo oto Franz wyjął z kieszeni złoty szeląg, obejrzał go z obu stron i właśnie chciał włożyć swojej ukochanej za dekolt, gdy tuż obok burty ich łódki rozległ się wrzask, ryk, trąbienie, łomot...To młodzi chłopcy zrobili zakochanym taki figiel i natychmiast odpłynęli do Zwierzewa śmiejąc się i dowcipkując...

Ale młodej parze nie było do śmiechu, o nie. Czemu to przypisać, trudno powiedzieć. Czy zaskoczenie, czy przestrach, czy nieuwaga, ale coś spowodowało, że złoty szeląg wyślizgnął się z rąk i wpadł do wody na samym środku jeziora. Przepadł. Pamiątka i dziedzictwo rodu zginęło bezpowrotnie. Franz i jego dziewczyna byli śmiertelnie zmartwieni. Nie mogli sobie darować tej nierozwagi czy nieuwagi. Ona uważała, że to tylko jej wina, on w ogóle zachowywał się tak, jakby mu mowę odebrało. Smutni byli również rodzice obojga. Żałowano dziewczyny, o jej rozpaczy świadczyły czerwone, zapłakane oczy. Szczęście było tak blisko, a jednak nic z tego...W obu wsiach dużo się o tym wydarzeniu mówiło. Na próżno kawalerzy z tej trzeciej łodzi zaręczali, że niczego złego nie mieli na myśli, tylko „taki sobie figiel”. Zmartwienie drążyło serca...

Tak mijały miesiące, minęło Boże Narodzenie i wyjątkowo ostra zima. Lato też, przyszło... i minęło...

Starzy ludzie ciągle powtarzali, że dzielnym i pilnym jezioro daje zysk, ale nie za darmo, trzeba się natrudzić. O nieszczęściu młodej pary ciągle gadano, a jedna stara kobieta, wdowa po rybaku tak kiedyś powiedziała: 

– Nie, jezioro nie jest złe. Ono zawsze oddaje z powrotem to, co w nim zginęło. Trzeba tylko być szczerze oddanym swojej pracy. I tak właśnie postępują rybacy. Solidni rybacy. 

Znów przypadało kolejne letnie przesilenie. Franz wypłynął na połów. Zupełnie przypadkowo znaleźli się tam jego dwaj koledzy. Razem zaczęli ciągnąć włók denny. Wydał im się niezwykle ciężki, a im bliżej dopływali do brzegu, tym więcej mieli trudności. W sieci coś się tak rzucało, jakby ktoś uwięził w niej dwie wodne wiedźmy. Przy brzegu co szybciej wyskoczyli z łodzi, aby uratować sieć i położyć kres temu potworowi. Rzeczywiście, połów był niezwykły. W sieci znajdował się ogromny, stary sum. Wyjątkowe rybackie szczęście. Gratulowano Franzowi, cieszono się razem z nim. Taka niespodzianka! Rzadkość!

Ale to jeszcze nic! Błyskawicznie rozeszła się wieść od domu do domu, w obu tych wsiach, gdy okazało się, że w żołądku suma znaleziono... złoty szeląg. Podobno od tej pory owo czyste, piękne jezioro zaczęto nazywać Szelągiem". 

Fragment książki "Legendy i opowieści z ziemi ostródzkiej", wydanej przez Ostródzkie Stowarzyszenie Kulturowe "Sasinia".

 

Zobacz na mapie
Newsletter
Ta strona używa COOKIES.

Korzystając z niej wyrażasz zgodę na wykorzystywanie cookies, zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej w Polityce prywatności.

OK, zamknij